TRX Wolf lite

TRX wolf lite front

Mały SDR na duże wyprawy

Mój fabryczny Elecraft KX3 coraz częściej zostaje w domu. Na wyjazdy zabieram teraz WOLF Lite – radio, które zbudowałem sam i które okazało się na tyle dobre, że stało się moim podstawowym sprzętem terenowym.

Skąd w ogóle pomysł

Kilka lat temu zbudowałem transceiver Tulipan z dużym, 9-calowym ekranem. Wtedy pierwszy raz naprawdę poczułem, jak wygodne w pracy krótkofalarskiej jest patrzenie na widmo pasma – widać zajęte i wolne miejsca, widać co się dzieje w całym zakresie. Po takim doświadczeniu trudno się już bez tego obejść.

Chciałem jednak coś zdecydowanie mniejszego – radio na wyjazdy i pracę terenową, lekkie i łatwe do zabrania, ale wciąż z możliwościami nowoczesnego SDR-a.

Trafiłem na otwarty projekt transceivera WOLF (technologia DDC – Direct Digital Conversion) – dostępne były schematy, oprogramowanie i pliki Gerber. Najmniejszej wersji, WOLF X1, plików Gerber nie udało mi się znaleźć. Kompletne materiały były za to dla wersji WOLF Lite – i na nią się zdecydowałem.

Budowa – trzy płytki i dużo cierpliwości

Montaż zacząłem w listopadzie 2022 i zajął mi ponad trzy miesiące. WOLF Lite składa się z trzech głównych płytek:

  • płyty głównej z zasadniczą elektroniką,
  • płyty czołowej z wyświetlaczem, enkoderem i przyciskami,
  • płyty tylnej z końcówką mocy i filtrami pasmowymi (plus radiator odprowadzający ciepło).

[zdjęcie: płytki w trakcie montażu / lupa przy pracy]

Na jednej płytce jest around 100 kondensatorów 100 nF, a procesor, FPGA i wzmacniacz toru odbiornika to naprawdę drobne elementy – bez dobrej lupy montaż byłby bardzo trudny.

Po wgraniu oprogramowania i paru poprawkach własnych błędów montażowych radio ruszyło i zaczęło działać bardzo dobrze.

Zagadka z filtrami odbiornika

To był jeden z ciekawszych problemów przy uruchamianiu. Zastosowane na początku dławiki miały zbyt słabe parametry i filtry pasmowe nie pracowały tak, jak powinny.

Rozwiązanie: zamiana dławików na cewki SMD o znacznie wyższej dobroci. Pozornie drobna zmiana, a efekt bardzo wyraźny – filtry zaczęły działać prawidłowo, a odbiornik stał się dużo bardziej odporny na silne sygnały z sąsiednich pasm. To był moment, kiedy dopiero praktyczny test płytki pokazał, gdzie naprawdę jest problem.

Końcówka mocy

Tu jeszcze nie wszystko dopracowałem do końca. Na 40 metrach radio daje około 20–25 W, na pozostałych pasmach nieco mniej. To element, nad którym chcę jeszcze popracować.

Obudowa – tu zaczyna się mój własny projekt

Elektronika WOLF Lite to gotowy, otwarty projekt. Obudowę i mechanikę zaprojektowałem już całkowicie sam – zależało mi, żeby radio nie wyglądało jak płytka wetknięta w przypadkowe pudełko, tylko jak gotowy, fabryczny sprzęt.

Przedni i tylny panel zaprojektowałem i wydrukowałem na drukarce 3D – pełnią jednocześnie funkcję konstrukcyjną (trzymają płytkę) i estetyczną. Na zewnętrzne panele użyłem laminatu grawerskiego z własnym projektem oznaczeń, wyciętego i wygrawerowanego laserowo.

[zdjęcie: panel przedni/tylny z bliska – oznaczenia i grawer]

Obudowa z blachy dachowej i domowa giętarka

Samą obudowę zrobiłem z gotowej blachy dachowej – ocynkowanej, malowanej proszkowo na czarno. Problemem było jej odpowiednie wygięcie. Bez profesjonalnej giętarki zrobiłem własną: dwa profile aluminiowe połączone zawiasami plus dodatkowy profil dociskający blachę. Prosta, ale skuteczna – i kolejny przypadek, gdzie zamiast kupować narzędzie, zrobiłem je sam.

[zdjęcie: domowa giętarka w akcji]

Ekran – największa zaleta w praktyce

WOLF Lite ma 3,5-calowy wyświetlacz z widmem i waterfallem jednocześnie. Po doświadczeniach z dużym ekranem Tulipana wiedziałem, że nie chcę już wracać do radia bez podglądu całego fragmentu pasma – i mimo mniejszego ekranu WOLF Lite daje mi dokładnie to samo: widzę widmo, pracujące stacje i szybko znajduję to, czego szukam. W terenie to bardzo wygodne.

Ciekawostka, która zwraca uwagę wielu osób: na górze obudowy są dwa niezależne głośniki – dźwięk jest bardziej przestrzenny i przyjemniejszy. Jak ktoś pyta, żartuję: „Stereo i w kolorze – po prostu nowoczesność!” 😄

[zdjęcie: ekran z widmem/waterfallem podczas pracy]

Współpraca z komputerem

Radio ma wbudowaną kartę dźwiękową USB, więc od razu współpracuje z komputerem – nie tylko jako samodzielny transceiver, ale też jako urządzenie do pracy z oprogramowaniem komputerowym.

Parametry techniczne

ParametrWartość
Wymiary7 × 15 × 22 cm
Masaok. 1 kg
Wyświetlacz3,5″ (spectrum + waterfall)
Zasilanie12 V
Zakres pracy1–30 MHz
Pasma9 pasm amatorskich
EmisjeSSB, CW, AM, FM
Karta dźwiękowaUSB
Moc wyjściowaok. 20–25 W na 40 m

Radio nie ma wbudowanej skrzynki antenowej – na wyjazdy używam zestrojonych anten, więc w moim przypadku to nie problem.

Jak sprawuje się w praktyce

Najważniejszy test to nie to, jak radio wygląda na stole warsztatowym, tylko jak sprawdza się w normalnym użytkowaniu. I tu WOLF Lite zdał egzamin bardzo dobrze – tak dobrze, że mój KX3 praktycznie przestał jeździć ze mną na wyprawy.

Nie chodzi tylko o wagę i rozmiar. Po prostu bardzo dobrze mi się na nim pracuje – odbiornik i nadajnik działają solidnie, a ekran z widmem i wodospadem robi ogromną różnicę podczas pracy na paśmie.

Co jest moje, a co z projektu WOLF

Elektronika, schematy i oprogramowanie WOLF Lite pochodzą z publicznie dostępnego, otwartego projektu WOLF – nie przypisuję sobie ich autorstwa. Moim wkładem był kompletny montaż, uruchomienie i diagnostyka, rozwiązanie problemu z filtrami (dławiki → cewki SMD), dopracowanie końcówki mocy oraz cały projekt mechaniczny: obudowa, panele, druk 3D, giętarka do blachy i grawerowane oznaczenia.


WOLF Lite miał być małym, lekkim SDR-em na wyjazdy – i tym się stał. 7 × 15 × 22 cm, około kilograma, zakres 1–30 MHz, widmo i waterfall na ekranie, współpraca z komputerem przez USB. Ale najlepszym dowodem, że warto było, jest to, że po prostu go używam – to on, a nie fabryczny KX3, jeździ teraz ze mną w teren.